Argentyna
19.12.09
Żelazny Karzeł imieniem
Wasyl siedział któregoś dnia na polanie i grzejąc się w słońcu leniwie
rozgniatał mrówki przechodzące nieopodal. Było to jego ulubione zajęcie i oddawał mu się z zapałem. Nie omijał też innych stworzeń, ale mrówki wyraźnie
faworyzował.
W pewnym momencie zauważył większą grupę tych stworzeń wyraźnie zmierzającą w jego stronę. Ucieszony czekał aż się zbliżą.
Ale mrówki nagle się zatrzymały i przez malutki megafon zaczęły nadawać
komunikat.
Wynikało z niego, że nie są zadowolone z zabawy Wasyla i proszą go aby
przestał. Wasyl dał znak, że zrozumiał. Następnie największej mrówce wepchnął
megafon do pyszczka a pozostałe zlikwidował cegłą. Następnie zasnął.
Kiedy się obudził słonce stało już nisko nad horyzontem a las skąpany był w czerwonym świetle zachodu. Wasyl przeciągnął się, kopnął przechodzącego obok
lisa Metysa i już miał ruszyć do domu gdy zauważył u swych stop zwitek papieru.
Zaintrygowany rozprostował go i przeczytał co następuje.
SLUCHAJ WASYL, ZAGNIOTLES
NASZA DELEGACJE A HENKOWI WEPCHNALES MEGAFON.
JESTESMY ZMUSZONE SPROWADZIC NA POMOC SLYNNA CZESKA MOROWKE KAROLINE.
STRZEZ SIE. MROWKI.
Wasyl z pobłażliwym
uśmiechem zdeptał papierek i ruszył do domu.
Tuż koło wejścia do jego ziemianki czekała Karolina. Miała cztery metry
długości i ważyła dwie tony. Najpierw urwała Wasylowi nogi, potem ręce i uszy.
Następnie wepchnęła mu do gęby ogromny megafon. A potem urwała łeb i zgniotła
na placek. Resztę zmiażdżyła ogromnymi stopami i odeszła mówiąc - Nesledano!
Ale to już zupełnie inna historia, którą opowiem wam jak wrócę z Argentyny.
tekst © nie tylko dla orlow


Autorze