Jakies trzy
miesiace temu sie to zaczelo, kazdego dnia kiedy wychodzilem rano do pracy, na
polpietrze poltora pietra pod moim pietrem (nppppmp) w kacie była psia kupa.
Jak wracalem z pracy już jej nie było.
Ktoś z moich
szanownych sasiadow wypuszczal psa za potrzeba, a potem sprzatal. Tak myslalem.
Ale raz
wracalem do domu nienormalnie wczesnie, spotkalem pania ubrana w kombinezon
zamiataczy ulic, zamiatajaca podloge na klatce schodowej.
Wiec to oni pewnie
te psie guano usuwali.
Miesiac temu
na scianie nad tym psim wychodkiem pojawila się kartka z napisem (w wolnym
tlumaczeniu): schody nie sa publiczna toaleta. Prosi się o nie wypuszczanie
zwierzat. A jak już, to prosi się o sprzatanie po nich.
Pomoglo na
może trzy dni, potem się psie g--na znowu zaczely pojawiac.
Dwa tygodnie
temu sprzatacze zastrajkowali, przez prawie tydzien nie usuwali kup, było
szesc, kiedy w koncu je ktoś usunal.
W czwartek na
scianach, w kilku miejscach, pojawila się druga kartka, ktorej nie potrafie
przetlumaczyc (chinski mi się skonczyl), ale wyraznie jest wazniejsza (ma
pieczatke magistratu), kupy się na razie nie pojawiaja...