Terror Ayi
Podobne strony:
Szanghaj, Nowy Rok A.D. 2006
Mój Świat A.D. 2008
Wymiana pieniędzy – opowieść
Problem z deszczem
Taksówkarze 816
Szanghaj, Nowy Rok A.D. 2006
Mój Świat A.D. 2008
Wymiana pieniędzy – opowieść
Problem z deszczem
Taksówkarze 816
Ayi, z chińskiego pomoc domowa, gosposia, sprzątaczka.
Niby nieważna rola, ale jednak.
Trochę wprowadzenia, przez trzy lata w Harbinie mieszkałem, bo nie miałem innej możliwości, w pokoju z łazienką, w budynku pełnym innych obcokrajowców. Nie było to takie całkiem złe, ale czasem upierdliwe, kiedy na przykład jeden stuknięty kolega robił pranie o drugiej nad ranem, kiedy czasem koledzy wracali z imprez o czwartej nad ranem i myliły im się drzwi, kiedy były awantury.
A przede wszystkim, było to denerwujące, ponieważ wszyscy 'funkcyjni' mieli dostęp do mojej prywatnej przestrzeni, kiedy tylko chcieli - odźwierny, sprzątaczki, obsługa techniczna.
Jeden tylko przykład, byłem raz chory, już po wyjściu z choroby kiedy już wróciłem do pracy, po powrocie, w piątek wieczór do mojego pokoju zastałem w nim, siedzących na moim łóżku i w fotelu: sprzątaczkę, szkolną pielęgniarkę, oraz naszego tłumacza. Na moje pytanie co jest grane, gostek powiedział, że pielęgniarka się spieszy do domu, bo jest piątek po południu, i że chcieli załatwić to (podanie mi ostatniej partii lekarstw) jak najszybciej.
W związku z tym po przeprowadzce do Szanghaju pazurami broniłem się przed pomysłami np. wynajęcia dużego, dobrze wyposażonego mieszkania z inną osobą z pracy, dzielenia się mieszkaniem, jak również przed pomysłem wynajęcia ayi.
Ale teraz, kiedy w nowej pracy jestem znacznie bardziej zajęty niż wcześniej, poza tym muszę chodzić do pracy pod krawatem, a koszul prasować nienawidzę, uznałem, że mogę się poświecić.
Mam więc ayi, całkiem sympatyczną panią Chen. Przychodzi raz w tygodniu, na początku mieliśmy parę nieporozumień co do wynagrodzenia, ponieważ stwierdziła, że płacę za mało, tzn, że to co się umówiliśmy, że ta kwota, w zamian za dwie godziny tygodniowo, to za mało, ale kiedy powiedziałem, że i tak płacę /godzinę więcej niż wynosi normalna stawka, oraz, że kiedyś zdarzyło mi się wyjść z domu wpół do dziesiątej i wrócić wpół do dwunastej i w tym czasie pani Chen już była i najwyraźniej te dwie godziny wystarczyło, odtąd mam spokój.
Oprócz tego od czasu do czasu zostawiam jej trochę więcej pieniędzy, a też w czasie Chińskiego Nowego Roku dostała prezent, od tego czasu problemy się skończyły.
Problemy tego typu, bo są inne.
Pani Chen, jak każda inna ayi (wiem z rozmów ze znajomymi) ma swoje pomysły na to co gdzie powinno w mieszkaniu stać, oraz co należy do jej obowiązków.
Niespecjalnie pomagają instrukcje, ustne ani pisemne, można przestawiać wszystko z powrotem, na sto procent w następny poniedziałek wszystko będzie stało znowu tam, gdzie ona chce.
Buty, książki, budzik, kosz na śmieci, kubki w kuchni, wszystko lewituje znowu na nowe miejsca.
Raz miałem zamiar przykleić kosz na śmieci taśmą klejącą do podłogi, żeby pokazać, gdzie chcę, żeby stał, ale dałem sobie spokój.
Jeden mój znajomy przez pół roku walczył ze swoją ayi, żeby książki były tam gdzie on chce, oraz tak poukładane jak on chce. Inny raz się przyznał, że jest aktualnie bez majtek, bo ich (nowych, wypranych i wyprasowanych) nie znalazł, ponieważ ayi miała swój pomysł co do tego gdzie je schować.
Ja sam jakiś czas temu miałem problem ze znalezieniem komórki, bo mi ją pani Chen gdzieś schowała.
Na początku miałem też z panią Chen problem, ponieważ uparła się wykonywać kilka prac, które zdecydowanie są na liście prac zakazanych - na przykład ścielenie łóżka, albo pranie moich brudnych skarpetek - od tych dwóch prac powinna się trzymać z daleka, pranie jej wybiłem z głowy bardzo szybko, natomiast co do łóżka, to musiałem w końcu, po trzech miesiącach (ja łóżka nie ścielę, nie widzę sensu, skoro za pół doby znowu będzie rozpaprane), napisać list wyszczególniający co chcę, oraz czego nie chcę, żeby w ramach swojej pracy u mnie robiła, wtedy dopiero pomogło.
Co ona w moim mieszkaniu w te poniedziałkowe przedpołudnia robi, to też trudno powiedzieć. Może gotuje sobie, może drzemie w moim łóżku (jak się zdarzyło parę lat temu komuś, kogo już nie spotykam), może pierze swoje ubrania, może bierze prysznic.
Ale ayi trzeba ufać, ma klucze do mieszkania, więc lepiej jej nie podskakiwać. Niekoniecznie to jest związane, nie rzucam tutaj oskarżeń bezpodstawnie, ale kilka lat temu do mieszkania znajomego weszło dwóch złodziei, facet dostał po głowie, policja stwierdziła, że weszli drzwiami, nic nie kombinowali przy zamku, więc musieli mieć klucz.
Co do tytułowego terroru, to pomimo, że jestem z pani Chen bardzo zadowolony, i dziwię się, że pięć lat tak się przez wynajęciem ayi broniłem, to i tak muszę sam mieszkanie do jej wizyt przygotowywać.
Chować 'delikatne' dokumenty, jak np. mój odcinek z wypłatą, paszport, gotówkę, kartę kredytową (nie mogę powiedzieć, zostawiam czasem gotówkę na wierzchu i pani Chen nawet jej nie dotyka, ale przezorny zawsze ubezpieczony).
Ścielić łóżko (bo jak nie ja, to ona), układać buty, ponieważ ona mi je poukłada (trochę głupio, ale patrz komentarz a propos łóżka).
(mieszkam sam, mam ważniejsze rzeczy na głowie, niż analnie czyste i poukładane mieszkanie)
Moi znajomi raportują potrzebę wyrzucania resztek jedzenia do kontenera, jeżeli koleżanka z pracy zostawi np. niedojedzonego hamburgera w koszu w kuchni, ten hamburger trafi do lodówki.
To samo ma miejsce np. ze starymi skarpetkami, ayi innej koleżanki uparła się, że zaceruje, jeszcze nie trzeba wyrzucać.
Telefon z automatyczną sekretarką innej znajomej jest zawsze po wizycie ayi wyłączony, bo trzeba oszczędzać prąd - że znajoma jest dziennikarzem i polega na ludziach dzwoniących do niej o każdej porze dnia i nocy, najwyraźniej ayi to nie przeszkadza.
Okna w mieszkaniu kolega zastaje otwarte, niezależnie od pogody i pory roku, ponieważ trzeba świeże (haha, w Szanghaju, świeże...) powietrze wpuścić...
Terror: (łac., dosł. strach, groza), stosowanie przemocy, gwałtu, ucisku, okrucieństwa w celu zastraszenia, zniszczenia przeciwnika; okrutne, krwawe rządy
03.2008
Opinie
2009-12-10 12:25, LAOBAN napisał:
Terror Ayi 2
Nie chce mi się pisać nowego tekstu pod powyższym tytułem, więc tylko dodaję kawałek.
Moja szanowna Ayi, dziś uznałem, albo cierpi na swego rodzaju obsesję, że jeżeli czegoś nie przestawi, albo nie zaniesie na inne miejsce, to coś się strasznego stanie. Albo uważa może, że jak się nie wykaże, to uznam, że za dużo jej płacę J
Parę dni temu kupiłem nową zimową pościel, nową kołdrę, nowe poduszki, etc. Nie miałem czasu na razie się na zimową pościel przestawić, poza tym nie jest jeszcze aż tak zimno, więc stał sobie cały ten taraban w sypialni, w kącie, wciśnięty dokładnie w rogu między szafą, a drzwiami pokoiku, z którego nie korzystam. Pudło z kołdrą było ustawione poziomo, o nie były oparte poduszki, a o poduszki oparte były dwa zestawy pościeli.
Jak dziś wróciłem z pracy, pudło z kołdrą było ustawione pionowo i na nim była pościel, a na górze poduszki. Nic się specjalnie więcej miejsca nie zrobiło dzięki temu, ale zmiana była...
Przypomina się scena z Friends – when I leave the room I have to turn the lights on and off seventeen times, or my family will die...


Autorze