foto - ag.com
Chiny - Malezja - Hong-Kong
Kambodża - Laos - Tajlandia
Wietnam - Singapur - Makau
Logowanie
login:
hasło:
Zapamiętaj mnie
Shanghai

Tajlandia

Newsletter
Zawsze aktualne informacje
Jesteś tutaj: Start > Teksty > Tajlandia

Napiwki - 1313


Podobne strony:

Tajlandia 2006 – opis podróży

Napiwki 1313

Singapur 2006 – opis podróży

Malezja 2006 – opis podróży

Ten tekst to lekko zmieniony email, który wysłałem do znajomych 13 lutego 2006 z Bangkoku. Stanowi on część tekstu 'Tajlandia 2006 - opis podróży.'

Numer 13 pojawił się kilka razy w czasie mojej dotychczasowej podróży:
- w samolocie z Szanghaju do Singapuru siedziałem w rzędzie nr 14, ale w samolotach nie ma trzynastego rzędu, jest tak - 10, 11, 12, 14..., durne przesady...,
- w Singapurze mój pokój hotelowy miał numer 213,
- z Singapuru do miasta Melaka w Malezji jechałem autobusem numer 471313,
- w hotelu w Georgetown w Malezji, z kolei, spałem w pokoju o numerze 413,
- a dzisiaj jest 13 lutego:
Kiedy się obudziłem padał deszcz, więc, nie mając nic lepszego do roboty - dzień wcześniej wywołałem lekką furorę chodząc w ulewnym deszczu z moim aparatem i robiąc zdjęcia na Khaosan Road i dziś mi się już nie chciało - więc zacząłem czytać książkę.
Po dwóch godzinach uznałem, że siedzenie w pokoju (tym razem numer 403) doprowadzi mnie do lekkiego szału, przestało trochę padać, postanowiłem zatem jechać na Farmę Węży - naukowego instytutu, w którym hodowane są jadowite węże, które, między innymi 'doi' się tam, i z tak pozyskanej trucizny produkuje odtrutki na ukąszenia.
Pojechałem taksówką, zapłaciłem 71 bahtów. Farma Węży była zamknięta. Według mojego przewodnika powinna być otwarta, ale kiedy wysiadłem z samochodu jeden ze strażników siedzących przy bramie pokręcił przecząco głową i pokazał na kartkę papieru przyczepioną nad okienkiem w kasie - dziś czynne tylko do południa.
Zniechęcony i zniesmaczony, a i deszcz znowu zaczynał padać, wziąłem taksówkę z powrotem na Khaosan. Tym razem kierowcą był niewielki, zasuszony staruszek, wyglądał jakby spał, albo może już prawie nie żył. Jakąś dziwną trasą, jeżdżąc w kółko - tak się wydawało - powrót na Khaosan Road zajął dwa razy więcej czasu niż wyjazd z niej niecałą godzinę wcześniej, zapłaciłem 81 bahtów.
Uznałem, że czas na piwo, poszedłem do restauracji gdzie codziennie od przyjazdu do BKK jadłem obiad albo kolację. Daję niezłe napiwki (chociaż tak naprawdę te 20 procent, 40bahtow przy rachunku 200b to żadna kasa, jeżeli 40b=1USD), więc obsługa już po paru dniach zaczęła mnie rozpoznawać i traktować, tak się wydawało, lepiej niż przeciętnego klienta - przykład za moment...
Usiadłem, kelner odpowiedzialny za moją część sali podszedł do stolika i, wiedząc zapewne jakie będą moje pierwsze słowa, powiedział - przepraszam pana, dziś nie ma piwa. Dzień Buddy (znaczy - święto religijne).....
Niech cię szlag, trzynastko.
Ale. Kilka minut później, po rozmowie z właścicielką lokalu kelner podszedł do mnie jeszcze raz, pochylił się nad stolikiem i wyszeptał konspiracyjnie: ale mogę panu nalać piwa do szklanki, tak, żeby na stoliku nie było butelki. Albo mogę panu dać dwie butelki (moja normalna porcja przy posiłku), na wynos...
Zachciało mi się śmiać, powiedziałem, że wezmę dwie i wypiję je sobie później w hotelu. Znowu upłynęło kilka minut, w końcu kelner podszedł do stolika i postawił na nim szklankę z herbatą. Popatrzyłem na niego pytająco i wtedy zauważyłem, że w drugiej ręce trzyma czarną plastikową reklamówkę, za plecami, chowając ją przed oczami innych gości. Włożył reklamówkę do mojego plecaka i było po sprawie...
Morał? Napiwki ułatwiają życie. A numer 13 nie jest taki całkiem zły... ;)
03.2006

Opinie

Polityka prywatności | Ostatnia modyfikacja: 13.07.2010 16:07 | Powered by Actualizer CMS
Tworzenie stron www Projektowanie stron www